To jest tego warte

Posted październik 10, 2008 by Julia
Categories: Uncategorized

Tags: , , ,

Wieczór rozgorączkowany, intensywny, tchnący nadzieją w ludzi i parujący przesssłodkim grzanym piwem. Szczególnie inspirujący nowi ludzie, ci którzy podają ręce i opowiadają historie. I odpowiadają. Do tego nieoczekiwanie rzeczywista jesień, mieniąca się rosnącym na wartości złotem. Na scenie zestarzeni-zbuntowani z lekkimi, bezmocnymi piosenkami do poskakania. To nie jest jeszcze koniec historii świata, bo tak właśnie weekend zaczął się w czwartek, mimo nawału zajęć piątkowych. Zaczął się studencko po krańce pęcherzyków płucnych, przyduszonych barowym dymem uehe khehe. Co tu dużo mówić - zaczął się z lekką zadyszką, ale zadyszką wywołaną namiętnościami. Jestem gotowa nadkładać dla nich drogi.

Swoją drogą nadkładam często.

Obudziłam się dzisiaj na nieswoim wykładzie o dyplomacji habsburskiej, która składała się z dzieci w liczbach nastu i długich sal balowych. Potem skoczyłam na historię rozwoju kapitalizmu industrialnego i na konwersowanie o geopolityce. Aż plecy bolą. Ale jest weekend, warszawski weekend.

***

Jestem w romantickim klimacie, przez jesień (jesień rządzi!), toteż zatem ponieważ a więc tym razem wyjątkowo słodki kawałek Depeszów, pełen prośby o wiarę w miłość. Przyjaciel, z którego opiniami się liczę, powiedział mi nawet kiedyś, że to jego ulubiony ich kawałek. Hm. Z mojego ulubinego albumu, to na pewno. Reżyseria rzecz jasna pana Corbijna (to ten co karmi osiołka), enjoy.

Depeche Mode - Halo

You wear guilt
Like shackles on your feet
Like a halo in reverse
I can feel
The discomfort in your seat
And in your head it’s worse

There’s a pain
A famine in your heart
An aching to be free
Can’t you see
All love’s luxuries
Are here for you and me

And when our worlds
They fall apart
When the walls come tumbling in
Though we may deserve it
It will be worth it

Bring your chains
Your lips of tragedy
And fall into my arms

And when our worlds they fall apart
When the walls come tumbling in
Though we may deserve it
It will be worth it

Mato-awaria

Posted październik 5, 2008 by Julia
Categories: Uncategorized

Tags: , , ,

Wróciłam do domu, a on tam już był, ktoś go ściągnął i zainstalował. RooMate, Rum-ejt, zwany także Matem – taki Emo B(r)ovary. Reklamowany jako przerost formy (fizycznej?) nad treścią (jelit?), na pierwszy rzut oka Mat nie zapowiadał niczego zwykłego. Zastanawiałam się jak będzie funkcjonował z dala od naturalnego, bagienno-poznaniowego środowiska, ale na szczęście ktoś niegłupi dołączył bonusowo do rooMata regał i kompa, żeby biedaczek mógł się zadomowić w najbardziej nawet wymagających warunkach.

Nie było łatwo. Zajął dużo miejsca i zdestabilizował system. Chciałam go spacyfikować wspólnym piciem piwa, ale grafika mi się od tego rozjechała i dźwięki stały się niewyraźne, po czym zanikły kompletnie. Powrotu do stanu wyjścia już jednak nie było, postanowiłam więc oswoić zuo. W końcu przyjaciel to wróg, którego się rozpracuje. A może obezwładni? Już nie pamiętam.

Mijały dni i noce, a moja taktyka odnosiła małe porażki i małe sukcesy. Mlask za kolejnym matowym mlaskiem przyzwyczajałam się do tego nowego nabytku w domowym zaciszu i stawałam spokojniejsza. Wszystko nie kończy się dobrze (bo dobrze trwa). Otacza mnie teraz dużo Żywych i poznaję zupełnie nowe dokonania współczesnej kultury poprzez matowego jutuba. Jest supeł, jest super, więc o czoo ci chozzzzi?

Ja w ogóle z Matami na bakier tylko czasem jestem, tej. (Powiedziałaby pani Peszek)

Pomarańczowe latarnie za oknem

Posted październik 3, 2008 by Julia
Categories: Uncategorized

Tags: , , ,

Nic się nie stało. Jestem tylko spięta, opętana przykazaniami i zakazaniami. Wyjmuję z włosów owady i znowu myślę. Przechowuję tryliard znalezionych drobiazgów, bo cenię bezcenność. Zimną owijam się kołdrą, nie zmieniam nic. Oddycham głęboko, oddycham do tego uczucia, które dławi gardło. Robię nieracjonalne rzeczy i nie śpię jeszcze, a mogłabym.

Cholera, ile czasowników określa moją bezczynnność.

***

Kobieta płakała rano na peronie i ocierała twarz wacikami. Ja spięta wskoczyłam do metra, nowy dzień. Potem na kawie w Indeksie, znajomi ze studiów, realni i przywidzeni. Pierwszy rok, pierwszy rok, deja vu, uśmiech pani z dziekanatu, nierealność. Do mieszkania jeszcze nie wracam, wieczór wczorajszy przesycił je słodko-kwaśną atmosferą zepsucia, bezczelności, gry, pozorów, śmiechu. Ale obudziło mnie słońce.

Wszędzie studenci. Piją piwo, płacą za piwo, coś piszą, coś mówią. Dziewczyny odrzucają niedbale włosy, chłopcy podpierają głowy rękami, palą papierosy. Wszyscy mają zajęte ręce. Ja też, bo to opisuję. Studentki przede mną śmieją się, mówią do siebie ze śmiechem, który wzbiera z każdym słowem w każdym zdaniu, po czym wybucha i wszystko się powtarza. Z głośników słychać remixy Michaela Jacksona, ta playlista będzie lecieć do końca dnia. Przede mną siada wysoka blondynka z długimi włosami, zapala papierosa i wyjmuje jakąś kartkę, którą uważnie studiuje. Studentka. Ma bardzo jasną twarz, rodem ze Skandynawii. Blondynka czeka na kogoś, pewnie ten ktoś zamawia jej piwo przy barze i za chwilę przyjdzie. A ja zniknę, żeby być na ostatnich tego dnia zajęciach. Ona tymczasem skończyła palić i wyjmuje komórkę, żeby zająć czymś ręce. Jeszcze pięć minut.

***

ps. Jest dużo miłych ludzi i ściany są żółte. Poza tym pierwszy raz mieszkam z kimś, kto wymyśla mi tytuły do notek. Jest fajnie i to jest dobre. ;)

Stories

Posted wrzesień 29, 2008 by Julia
Categories: Uncategorized

Tags: , , , ,

Był chłodny, jesienny wieczór. Spacerowaliśmy w tę i z powrotem po mokrych deskach dobrych parę sekund, po czym rzuciłam swoją kwestię.
- Zdaje się, że wszystkie grzeczne dzieci poszły spać.
- To w co się bawimy? - Zapytał przekornie.


Nic na to nie pomyślałam. Tylko abstrakcyjne wiązki przypuszczeń towarzyszyły mi w tej przechadzce. Cel uświęca środki? Ona i tak się o tym dowie. Intuicja nie intuicja, stawiałam na plotki. Kobiety mówią sobie takie rzeczy. Kobiety mówią sobie właściwie wszystko. Z ust do ust, winko, piwko i ona będzie wiedzieć.
- Zrób jak uważasz, nie wezmę za to odpowiedzialności. - To ostatnie powiedziałam grzecznie.
Jak uważasz. Obrzucajcie się błotem. Świrujcie. Zapominajcie.
Nie biorę odpowiedzialności. Już nie, koniec, finito.

To nie jest opowieść o zdradzie. To jest opowieść o kłamstwie.
Z masakrą emocjonalną w tle.
Znam dużo takich opowieści. Cynicznie o samotności, wulgarnie o bliskości. - Zbliż się, zliż mnie. - Powiedział jak twardziel w holywoodzkim filmie, jak aktor na fali brutalizmu w teatrze. Splunął i zrzucił z siebie mokry płaszcz, za kulisami grzmiało i wilgotniało. Ktoś z publiczności zaczął się oburzać. - Ale dajcie mu dokończyć! - Krzyczał ktoś inny. Słusznie, czy to będzie gwałt, czy morderstwo - zapłaciliśmy za to, chcemy to zobaczyć!
- Wychodzimy? - Zapytał mnie szeptem.
- Jak uważasz, zrób jak uważasz.
- Dobra - powiedział twardziel przez duże E go. - Kończę z tym gównem - dodał wyjmując kałacha, po czym
metodycznie rozstrzelał nieco skonsternowaną publikę. Byliśmy pijani, młodzi, zaspani. Byliśmy aktorami, kreatorami. Chciało się nam adrenaliny, czegoś pobudzającego. Byliśmy zaspani.
- Idziemy na kawę Mała - rzucił w moim kierunku. - I nie martw się, mama nigdy się nie dowie, że grywam w teatrze. Ona ma gdzieś kulturę i sztukę, poza tym wygodnie jej wierzyć, że co wieczór wymykam się do ciebie.
- Nie traćmy czasu na rozmowy o twojej matce, będzie na to czas na jej pogrzebie. - Odparłam patrząc w jego krawat. Na chwilę zapadła wymowna cisza.
- Wisisz mi kawę - dodałam ze sceniczną oziębłością łamiąc w palcach papierosa. Pośpieszmy się, Nieczuły Arystokrata otwarty jest tylko do czwartej nad ranem.
Odpowiedział łobuzerskim spojrzeniem. Wyszliśmy razem.
Był chłodny, jesienny wieczór.

Pora mgieł

Posted wrzesień 28, 2008 by Julia
Categories: magia, powaga

Tags: , , , , ,

Jak było, jak się czujesz, może przyjdziesz, może mnie odwiedzisz.
Może wolę pobyć trochę sama.

Po całym dniu chodzenia po górach wchodziłam pod gorący prysznic, pozwalałam wodzie wpadać do wyschniętych ust, płukałam je miękkością gorącej górskiej wody. Szyby natychmiast parowały, przysłaniały mgły za oknem i w lustrze.
Rozgrzani, rozmawialiśmy wieczorami przy okrągłym stole. Smażony oscypek z żurawinami, baranina, barszcz z uszkami, piwo i orzechy. Opowieści o poszerzaniu granic, o odwadze i szczęściu. Na gazie gotowały się jajka. Słuchałam bardzo uważnie, szczerze zgłodniała i spragniona, a to wszystko było dobre - pachnące, soczyste, prawdziwe, potrzebne.
Pies leżał pod stołem, ubrania spokojnie schły w oczekiwaniu na następny dzień.

Na szlaku sama ze sobą, pusto. Mgły, deszcz, błoto, śnieg. Pod górę, noga za nogą. Czy to rzeczywiśnie jest sprawdzanie swoich granic; nie byłam wcale pewna. Odpoczynek poprzez wysiłek, to jest jednak coś. I śnieg po kolana we wrześniu, to jest jednak coś nowego. - Myślałam urywkami poprawiając szalik. Może to tylko łapczywe łapanie powietrza wprawia automatycznie w euforię, może da się tak myśleć. Chemia, uczucie.
Zakochana w Tatrach. Tu mocniej oddycham.

“Za nieobecnych przyjaciół, stracone miłości, starych bogów i porę mgieł. I niech każdy z nas odda diabłu co jego”

Wyrafinowanie

Posted wrzesień 12, 2008 by Julia
Categories: magia, postimprezizm, powaga

Tags: , , , ,

Kiedyś kochałam Cię bardziej - jeszcze jakieś dwadzieścia minut temu. Kiedyś tam, a więc nigdy. Tak inspirująco, że aż krople deszczu na liściach były piękne, i tak szczerze, że chciałam ogrzać sobą Twoje nagie stopy.
Poza tą chwilą słabości teatralnie jebie mnie to… I Ty wiesz o tym.

A jednak. Analizuję dalej.

Myślisz, że można to wyleczyć chemicznie. Teraz Ciebie już nie ma, mogę zdjąć wszystkie maski. I tak mi dobrze, tak bezwstydnie dobrze! Choć nic nie było tak, jak mogłabym się spodziewać. A jeśli ktoś miałby się z tym czuć źle, to zawsze jest bezpieczność czasu i odległości. I Twojego braku wiary Miłości. Nie czuję się źle, i to jest kwestia wiary - nie chemii.

Ja mocno wierzę, że ludzie są dobrzy. Są dobrzy, bo pragną miłości i kochają. Miłość to największa z sił, które kierują ludźmi.

Po co przekładać na słowa więcej? Iluzja jebie mnie to dzięki konsekwencji może stać się czymś ważnym, realnym. Mogę konsekwentnie żyć bez tej miłości. Teatralnie wytnę Cię ze zdjęć, ostentacyjnie nic o Tobie nikomu nie powiem.
Powstrzymam się od mocnych uczuć, zracjonalizuję pozostawione konteksty.

Mam też głupią nadzieję (wiarę?)
– do zobaczenia.

***

Piosenka - bo tak - i dlatego, że pani Patti Smith nosiła koszule w ramach lansu. I jest zajebista.

Patti Smith - Because The Night

Take me now baby here as I am
Pull me close, try and understand
Desire is hunger is the fire I breathe
Love is a banquet on which we feed

Come on now try and understand
The way I feel when I’m in your hands
Take my hand come undercover
They can’t hurt you now,
Can’t hurt you now, can’t hurt you now
Because the night belongs to lovers
Because the night belongs to lust
Because the night belongs to lovers
Because the night belongs to us

Have I doubt when Im alone
Love is a ring, the telephone
Love is an angel disguised as lust
Here in our bed until the morning comes
Come on now try and understand
The way I feel under your command
Take my hand as the sun descends
They can’t touch you now,
Can’t touch you now, can’t touch you now
Because the night belongs to lovers …

With love we sleep
With doubt the vicious circle
Turn and burns
Without you I cannot live
Forgive, the yearning burning
I believe it’s time, too real to feel
So touch me now, touch me now, touch me now
Because the night belongs to lovers …

Because tonight there are two lovers
If we believe in the night we trust
Because tonight there are two lovers …

Do you love me

Posted wrzesień 12, 2008 by Julia
Categories: powaga

Tags: , ,

Tak, teraz wszystko rozumiem. To niebezpieczne wierzyć w to w co się chce, ot tak. On mnie kocha, ja go kocham. Wierzysz w to, ale w którymś momencie rzeczywistość rozrywa to wszystko na strzępy do tego stopnia, że trzeba nagle przejść na inną wiarę. On nic nie znaczy, ja nic nie chcę.

Możesz mi mówić kocham kochanie wiele razy, a ja dalej będę sceptyczna. Daj mi lepiej coś realnego, daj dotknąć swoich ran. Wskrześ kogoś i zamień wodę w wino, żeby było czym opijać cuda. Kochanie.

Byłem wtedy młody, głupi i pijany. Tak, rozumiem. Nigdy nie powiesz byłem sobą, taki jestem, akceptuję to w sobie, jestem kompletny. Powiesz?
Coraz mniej młodości. Pozostaje głupota i alkohol - tego nam nigdy nie zabraknie.

Moment zawsze jest zły. Na wzajemne krzywdzenie się, moment zawsze jest zły.

Summer kisses winter tears

Posted wrzesień 6, 2008 by Julia
Categories: magia, postimprezizm

Tags: , ,

 

Przed wieczorem świat blednie i matowieje. Mijają mnie drzewa, latarnie, pola, domy. Niewymagająca chwila przeznaczona tylko i wyłącznie po to, by rosło napięcie.

Wyruszyłam w podróż, nigdy nie wrócę do domu. Dom się zmienia pod nieobecność, a ja coraz sprawniej zmieniam miejsca. Wyglądam przy tym dobrze. A potem.

 

Surrealistyczne zabawy, nowe miejsca. Przybiegł wieczór, przyprowadził ze sobą noc pełną wrażeń. Leżałam nad ranem w nieswoim łóżku i gdy zostałam sama, w pokoju zrobiło się duszno - paradoksalnie. Teraz wszystko do mnie wraca, spragnione, wędzone, zamglone. Nie opieram się, nie ten dzień, nie ma po co i o co. Czy to ja tak ładnie sobie pościeliłam?

 

Nawet trochę bojowo, pozytywnie, makabrycznie. Jedna róża za każde złamane żebro. Kto jeszcze daje kwiaty w ogóle? Kto jeszcze nie słodzi kawy na tym zepsutym świecie? Nie chcesz robić nikomu kłopotu? Ha!

 

Nie wpadam już nawet w cynizm, mówię wprost. Wystarczy przeczytać.

 

O nic się nie martwię - paradoksalnie.

 

Happy hours, lonely years
But I guess I can’t complain
For I still recall the Summer sun

To fajnie

Posted wrzesień 5, 2008 by Julia
Categories: magia, powaga

Tags: , ,

 

Powietrze było inne niż przez całe wakacje. Drzewa pachniały, młoda sąsiadka podlewała kwiatki na balkonie, ja piekłam kurczaka. Nie żeby udało mi się coś zmienić, zatrzymać. Bijące serca, greka, szkło między palcami - to dalej wydaje się prawdziwsze.

Narracja w pierwszej osobie rzeczywiśnie ogranicza.

 

Żeby żyć trzeba się konfrontować, trzeba ryzykować. Cóż, decyduję się jeszcze bardziej nad tym teraz pracować. Parę siniaków już mam.

 

W drzwiach wydziału prawie zderzyłam się z dziekanem. Studia znowu tuż przede mną. Jeszcze ze trzy głębsze oddechy i przyjdzie zanurzyć się w uniwersyteckie chodzenie, zapominanie, wypożyczanie, kserowanie, czytanie. Życie. To fajnie że wracasz na studia, fajnie. Chcesz skończyć studia? Nawet jeśli będą trudności? Więcej patrzysz mi w oczy niż kiedyś.

 

Ile miałeś samochodów, ile miałeś kobiet. Jeżdżę od dziesiątego roku życia, ciężarówkami jeździłem już mając piętnaście lat. Uhm uhm kiwam głową. Rowery? To ja stworzyłem maraton rowerowy w Polsce. Uhm uhm.

Faceci są łatwiejsi od kobiet, nie ma się czym chwalić.

 

Byliśmy młodzi. Młodość wszystko usprawiedliwi, była młoda, kazali jej śpiewać o jajecznicy, nie wiedziała co robi. Był młody wiesz jak jest. Ależ byliśmy wtedy młodzi. A ta dzisiejsza młodzież, już nawet nie mówią do siebie hejka!, mówią siemka! - takimi piskliwymi głosikami. Zniewieściali chłopcy w pubie fałszowali (a jednak) Niemena, Nirvanę i Beatlesów świętując początek roku szkolnego.

My piłyśmy za zmiany.

Mad Girl’s Love Song*

Posted sierpień 24, 2008 by Julia
Categories: magia, powaga

Tags: ,

***

I shut my eyes and all the world drops dead;
I lift my lids and all is born again.
(I think I made you up inside my head.)

The stars go waltzing out in blue and red,
And arbitrary blackness gallops in:
I shut my eyes and all the world drops dead.

I dreamed that you bewitched me into bed
And sung me moon-struck, kissed me quite insane.
(I think I made you up inside my head.)

God topples from the sky, hell’s fires fade:
Exit seraphim and Satan’s men:
I shut my eyes and all the world drops dead.

I fancied you’d return the way you said,
But I grow old and I forget your name.
(I think I made you up inside my head.)

I should have loved a thunderbird instead;
At least when spring comes they roar back again.
I shut my eyes and all the world drops dead.
(I think I made you up inside my head.)

***

Czytam sobie teksty pani Plath jedząc frytki, ostrożnie zlizując sól. Sól na wargach jak na brzegu kieliszka z alkoholem za 60 złotych w Hard Rock Cefe późnym wieczorem. Zlizuję ostrożnie, żeby przypadkiem nie pokazać języka ludziom siedzącym naprzeciwko.

Jestem statystką w filmie, chłopak na rolkach też, przejeżdża koło mnie dokładnie co półtorej minuty, a ja czytam książkę na parkowej ławce i ani drgnę, nie podnoszę wzroku i nie mam pojęcia kto jest głównym bohaterem. Chłopak znowu mnie mija, może on coś wie? Mogłabym powiedzieć takiemu obcemu chłopakowi (zwłaszcza że jest blondynem): wysil się, poznaj mnie. Zapłacę za siebie, wysłucham cię, będę się uśmiechać i dobrze wyglądać. A może on jest gejem, a może ja jestem lesbijką. Znowu mam naście lat i zastanawiam się na czym polega normalne zachowanie.
Koniec sceny, wracam do pustego domu, on zresztą też. On z kolegą.

W domu kawa, piwo, czekolada, miód. Laptop, książka. Wybieram wszystko.
Zapraszam wymyślonych przyjaciół na kawę. Przyszli, oni mają do mnie blisko. Siedzimy sobie na tapczanie, wypytują mnie o wszystko co ważne. Czemu na ścianie wisi krzyż, czemu zaczęłam pić piwo zanim przyszli, czemu chodzę do parku sama, czemu przestałam marzyć przed snem. Nic nie mówię, zaczyna padać deszcz.

Zamykam oczy i cały świat zamiera.

__

*Tytuł wiersza