Wieczór rozgorączkowany, intensywny, tchnący nadzieją w ludzi i parujący przesssłodkim grzanym piwem. Szczególnie inspirujący nowi ludzie, ci którzy podają ręce i opowiadają historie. I odpowiadają. Do tego nieoczekiwanie rzeczywista jesień, mieniąca się rosnącym na wartości złotem. Na scenie zestarzeni-zbuntowani z lekkimi, bezmocnymi piosenkami do poskakania. To nie jest jeszcze koniec historii świata, bo tak właśnie weekend zaczął się w czwartek, mimo nawału zajęć piątkowych. Zaczął się studencko po krańce pęcherzyków płucnych, przyduszonych barowym dymem uehe khehe. Co tu dużo mówić - zaczął się z lekką zadyszką, ale zadyszką wywołaną namiętnościami. Jestem gotowa nadkładać dla nich drogi.
Swoją drogą nadkładam często.
Obudziłam się dzisiaj na nieswoim wykładzie o dyplomacji habsburskiej, która składała się z dzieci w liczbach nastu i długich sal balowych. Potem skoczyłam na historię rozwoju kapitalizmu industrialnego i na konwersowanie o geopolityce. Aż plecy bolą. Ale jest weekend, warszawski weekend.
***
Jestem w romantickim klimacie, przez jesień (jesień rządzi!), toteż zatem ponieważ a więc tym razem wyjątkowo słodki kawałek Depeszów, pełen prośby o wiarę w miłość. Przyjaciel, z którego opiniami się liczę, powiedział mi nawet kiedyś, że to jego ulubiony ich kawałek. Hm. Z mojego ulubinego albumu, to na pewno. Reżyseria rzecz jasna pana Corbijna (to ten co karmi osiołka), enjoy.
Depeche Mode - Halo
You wear guilt
Like shackles on your feet
Like a halo in reverse
I can feel
The discomfort in your seat
And in your head it’s worse
There’s a pain
A famine in your heart
An aching to be free
Can’t you see
All love’s luxuries
Are here for you and me
And when our worlds
They fall apart
When the walls come tumbling in
Though we may deserve it
It will be worth it
Bring your chains
Your lips of tragedy
And fall into my arms
And when our worlds they fall apart
When the walls come tumbling in
Though we may deserve it
It will be worth it




Komentarze